Rozwody seniorów – po co, dlaczego i z czyjej winy?

Rozwody seniorów – po co, dlaczego i z czyjej winy?

Andrzej Wasilewski

Epidemia zamknęła ludzi w mieszkaniach. Bardzo często – małych mieszkaniach blokowych. Osoby solo – wiadomo, solo. Gorzej z małżeństwami. „Gdybym nie chodziła do pracy – mówi kasjerka w markecie – to albo bym bez przerwy tłukła wariujące dzieciaki, albo my z mężem byśmy się pozabijali”.

Szczególnie niełatwo tym starym małżeństwom seniorów, gdzie wzajemna irytacja jest codziennym scenariuszem. Na Facebooku ktoś dowcipkuje, że sądy rodzinne są przygotowane na wzmożony napływ wniosków rozwodowych po zakończeniu epidemii. Żart bo żart, ale właśnie a propos zapytam: a jak w ogólności jest z rozwodami wśród seniorów? Czy w ogóle emeryci się rozwodzą, czy jest to domena raczej młodszego od nich pokolenia? Co wiadomo na ten temat?
Za czasów naszej młodości tzn. w II połowie XX wieku rozwód był zdarzeniem kompromitującym mężczyznę, bowiem zjawisko nie dość, że rzadkie, to oznaczało, że mąż jest alkoholikiem znęcającym się nad żoną albo został przyłapany na zdradzie. O innych powodach jakoś się nie słyszało. W roku 1976 usłyszałem od swojego przełożonego: „Na zastępcę przychodzi do pana inżynier X z innej jednostki. Bardzo dobry fachowiec, ale towarzysko proponuję trzymać się od niego z daleka bo, jest to krótko mówiąc… rozwodnik, proszę ja pana”.
Pierwsza fala rozwodowa seniorów pojawiła się w Polsce w 2014 r. Rozstania par po pięćdziesiątce, z 30-letnim stażem małżeńskim wyniosły około 30% wszystkich rozwodów (18 tys.), co stanowiło trzykrotny wzrost w stosunku do lat dziewięćdziesiątych. Najwięcej rozstań miało miejsce w wielkich miastach: Warszawa, Łódź, Kraków, Wrocław. Fala była wielka, ale krótka, bowiem w trzy lata później, w 1917 r. rozwody seniorskie stanowiły 9% puli całkowitej, czyli 6 tysięcy.

Przyczyny rozwodów seniorów

Obecnie, w przeciwieństwie do czasów dawniejszych, najczęstszym powodem złożenia wniosku rozwodowego jest niezgodność charakteru (35%), na drugim miejscu zdrada małżeńska (25%), na trzecim skutki nadużywania alkoholu (20%), przy tym ów trzeci czynnik jest najczęstszym powodem raczej w niższych warstwach społecznych. Co do zdrad – w różnych badaniach dotyczących zjawiska przyznaje się 50% mężczyzn i 40% badanych kobiet, czyli prawie po równo. Różnica jest tylko taka, że mężczyźni częściej „skaczą w bok” dorywczo, okazjonalnie, natomiast romanse kobiece są raczej długotrwałe. A kiedy zjawisko ujawnia się, staje się pretekstem pozwalającym wreszcie rozstać się. Bo to nie jest tak, że jakiś incydent nagle rozwala trwające 30 lat spójne, pełne miłości, bardzo dobre małżeństwo. Incydent jest skwapliwie wykorzystywany przez jedną ze stron do oficjalnego zakończenia i tak już ledwie trzymającego się związku.
Z trendu widać, że dzieci nie cementują związku na wieczność. Jakie są dominujące tematy w domach, o czym głównie się rozmawia? Prawie wyłącznie o dzieciach, o problemach związanych z ich wychowywaniem. Poza tym dwoje dorosłych najczęściej niewiele ma sobie do powiedzenia. Wyjście dzieci z domu pozostawia w nim często dwójkę, jak się okazuje, obcych sobie ludzi niemających wspólnych tematów ani zainteresowań lub, co gorsza, drażniących siebie nawzajem sposobem bycia, życia i nie wiadomo czym tam jeszcze. Ich zadanie jako rodziców zostało wykonane. Można zakończyć tę misję. Już nie muszą znosić siebie wzajemnie „dla dobra dzieci”. Konflikty stały się już nie do zniesienia. Brakuje tylko pretekstu „dla ludzi”. Jeśli pojawi się incydent, można z niego zrobić wspaniałe przedstawienie teatralne (co często ma miejsce) i dla rodziny (znajomych), i dla sądu.

Uciec za mąż

Dla całej masy dziewczyn pokolenia powojennego wyjście za mąż było formą ucieczki z domu, ze wsi, z małego miasteczka. Dla młodych ludzi otwierała się szeroka przestrzeń społeczna: rozbudowywały się duże miasta, fabryki, usługi, miejsca pracy. Priorytety mieszkaniowe i kredytowe dla młodych małżeństw. Partner był, jaki był, byle był jakiś sensowny. „Najważniejsze jest małżeństwo – miłość przyjdzie z czasem” – mówiło powiedzonko tamtych czasów. Teraz kobiety z tamtych pokoleń odchowały dzieci, weszły w wiek emerytalny i jeżeli po latach, w związkach żyją nie ze sobą, lecz obok siebie, rozstają się z mężami do niczego już niepotrzebnymi, będącymi raczej uciążliwością niż przyjemnością. Emerytura daje im poczucie niezależności, szczególnie jeśli jest to kwotowo „lepsze” świadczenie.
Jedną z najpopularniejszych, rzeczywistych, a nie – referowanych dla sądu przyczyn rozpadu związków jest wypalenie uczuciowe przy dość nudnym trybie życia wielu emerytów. Z badań wynika, że w małżeństwach senioralnych prowadzących aktywne formy życia, spędzania czasu, wspólnie angażujących się w życie towarzyskie lub przedsięwzięcia zorganizowane, partnerzy poświęcają sobie więcej sympatycznej uwagi i są bardziej z siebie wzajemnie zadowoleni niż małżonkowie w związkach życiowo pasywnych.
Rozwód jest najtrudniejszym doświadczeniem zwłaszcza dla ludzi w zaawansowanym wieku, bo oznacza dla osoby opuszczanej bankructwo całego życia. Jest ciosem powalającym dla strony życiowo słabszej, bo to ona właśnie jest opuszczana (nie zawsze jest to akurat kobieta). Wraz z drugim człowiekiem odchodzi część historii, uczuć, planów, wspomnień, nadziei na stabilne bezpieczeństwo nieodległej starości. Zostaje poczucie klęski, krzywdy, ruiny.

„Aż śmierć nie rozłączy”

Rozstanie nie oznacza, że ktoś z małżonków był złym człowiekiem, lecz że przestał nam już odpowiadać jako partner. Często jest oznaką, że ich rozwój w małżeństwie przebiegał nierównomiernie; jedno przemieściło się ku przodowi, drugie pozostało w miejscu. Formułę „aż was śmierć nie rozłączy” bezpieczniej by było zastąpić formułą „aż śmierć waszej miłości was nie rozłączy”.
Niezależnie od tego, jak przebiega w czasie proces rozpadu małżeństwa, zawsze cechują go pewne stałe zjawiska i symptomy. Na przykład stopniowo lub nagle spada zapotrzebowanie na bliskość. Małżonkowie coraz mniej rozmawiają, coraz mniej dzielą się emocjami, zdziwieniami, spostrzeżeniami, wzruszeniami. Stają się coraz mniej dla siebie interesujący. Zaczynają coraz lepiej obywać się bez siebie, coraz mniej za sobą tęsknią. Osobno chodzą do rodziny, znajomych, osobno wyjeżdżają na urlopy. Solo zaczyna być wygodniej. Drugi małżonek przestaje być potrzebny, a nawet staje się uciążliwy. Tylko pretekstu dla rodziny i znajomych brakuje, żeby się rozstać. Ktoś więc zaczyna planować rozstanie. Czasem jest to mąż, czasem żona. Zdaniem niektórych socjologów zajmujących się zjawiskiem, dyskretne przygotowania organizacyjne strony, która zamierza opuścić związek, trwają około roku. Chyba że niespodziewany incydent ten moment przyspieszy albo jego brak – wydłuży.
Żeby nie kończyć pesymistycznie zaznaczyć trzeba, iż nie mówimy tutaj o wszystkich małżeństwach senioralnych. Obrazujemy jedynie hipotetycznie krajobrazy tych nielicznych związków, które po przejściu na emeryturę od pracy przechodzą również na emeryturę od siebie. Zdecydowana większość ma się dobrze, co cieszy, i życzymy im harmonijnego dotrwania do końca w miłej atmosferze wzajemności.

Polecamy felieton Andrzeja Wasilewskiego: 

To już nie ta trawa…Felieton Andrzeja Wasilewskiego

Oddech dla zdrowia i życia. Ćwiczenia na aktywizację oddechową w domu

Kategorie
Udostępnij