To w Chinach odkryłam kawałek Polski! Mariola Wójtowicz czyli emerytkawpodrozy.blogspot.com

To w Chinach odkryłam kawałek Polski! Mariola Wójtowicz czyli emerytkawpodrozy.blogspot.com

Od Tai Shan do Łuku Mużakowa
Mariola Wójtowicz

Podróże inspirują. Skłaniają do wspomnień, porównań, do kolejnych wypraw i odkryć. Nie takich na miarę wielkich ekspedycji sprzed kilku wieków, ale prowadzących do poznania miejsc niezwykłych w kraju, do którego może nigdy nie trafilibyśmy, gdyby nie wcześniejsza podróż na inny kontynent.

Najpierw byłam w Chinach na Tai Shan. Na świętej górze, jednej z pięciu świętych gór taoizmu. Ich świętość wynika z tego, że były i są ważnymi ośrodkami religijnymi. Najważniejszą z tych gór jest Tai Shan – ta, która wyłoniła się z głowy Pangu, potężnego stworzyciela wszechświata. Cesarze składali na jej szczycie ofiary, zyskując tym samym mandat, poparcie niebios.
Najstarsze wejście na Tai Shan to Szlak Centralny. Kiedyś ścieżka wydeptana stopami milionów pielgrzymów, teraz ponad siedmiokilometrowy trakt z siedmioma tysiącami betonowych stopni. Różnica poziomów – 1400 metrów. Sporo… Pierwszy stopień, drugi, kolejny… sto metrów zwykłej ścieżki. I znów schody, jakiś mostek, za nim świątynia. Z wznoszonych od wieków na zboczach Tai Shan pawilonów, warowni, mostów zachowały się 22 świątynie, ruiny 97 innych budowli, 1018 napisów naskalnych. Napisy na skałach! Tutaj tylko trzy chińskie znaki, tam tekst zajmuje całą powierzchnię kamiennego bloku. Tak naprawdę to dla nich tutaj przybyłam. Dla znaków chińskiej kaligrafii, rytych od trzech tysięcy lat historii tego miejsca na skalnych zboczach góry. Ścieżka na szczyt ma teraz bardziej charakter szlaku turystycznego aniżeli pielgrzymkowego. Chociaż w świątyniach, do których wstępuję, sporo osób zatrzymuje się, aby w ciszy oddać hołd swoim bogom – skłaniając głowę, paląc trociczki, wieszając modlitewne tabliczki czy wstążki. W połowie wysokości góry wsiadam do Gondoli Podróży do Gwiazd. Chwilę później jestem 600 metrów wyżej. Wysiadam z kolejki i Drogą do Raju podążam na Szczyt Kontemplacji Słońca. Świątynie są tutaj, na płaskowyżu szczytowym, większe, okazalsze. Mogę o nich przeczytać na tablicach edukacyjnych, ale czy to istotne, że Zielony Cesarz jest utożsamiany z Bogiem Wiosny? Bardziej interesują mnie dzieła kaligrafii wyryte na skałach. I tutaj na szczycie, i później, schodząc Drogą Osiemnastu Zakrętów z Najświętszej Góry Spokoju – jak nazywana jest góra Tai – myślę o moim dzisiejszym doświadczeniu. Myślę o napisach. Które z nich to zwykłe teksty, a które mają ukryty sens – zawierają jakiś klucz potęgujący magię w nim zawartą? Jak ten, przed którym widziałam ludzi czekających na swoją kolej, aby móc podejść i dotknąć rytu o tajemnym znaczeniu.

Polska flaga w chińskiej świątyni

Wizyta w świątyni Dai Miao, w Tai’an, mieście u stóp góry, i w muzeum zorganizowanym w kilku pawilonach tej świątyni, odsłoniła mi jeszcze jedno jej oblicze. Nazwa muzeum – Muzeum Geologiczne Geoparku Góry Tai – podpowiada, że góra Tai, obok znaczenia religijno-kulturowego, jest niezwykle interesującym tworem geologicznym. Czy ja byłam już w jakimś geoparku? Czy byłam w miejscu ciekawym geologicznie, a równocześnie cennym z punktu widzenia historycznego, archeologicznego lub kulturowego? Może wystawa dotycząca innych geoparków na świecie pomoże mi odpowiedzieć na to pytanie – z zainteresowaniem studiuję podpisy pod kolejnymi fotografiami. Uwagę moją przykuwa zdjęcie mostu wyraźnie odbijającego się w wodzie tworząc zarys koła. I dopiero moment później dostrzegam flagę Polski i Niemiec oraz podpis „Muskau Arch Geopark – Germany, Poland”.
No proszę, aż do Chin musiałam przyjechać, żeby dowiedzieć się, że jednym z najcenniejszych geoparków na świecie jest polsko-niemiecki Park Krajobrazowy Łuk Mużakowa!
Wciągam na listę miejsc do odwiedzenia.

Spacer ścieżką geoturystyczną

I niespodziewanie nadszedł ten czas, żeby pojechać i zobaczyć, czym zasłużył sobie Łuk Mużakowa na ujęcie go w Światowej Sieci Geoparków, do której należy 147 geoparków z 42 krajów.
Jego początki sięgają plejstocenu. Najpierw bowiem był lodowiec. Po jego wycofaniu się wskutek ocieplenia klimatu pozostała morena czołowa – łuk skierowany ramionami ku północy, przedzielony Nysą Łużycką. Widoczny z kosmosu łuk moreny ma długość około 40 kilometrów i 3-8 kilometrów szerokości. Dużo wcześniej jednak, zanim człowiek zobaczył morenę z satelity, zorientował się, że może eksploatować to, co zostało w niej zakumulowane – iły ceramiczne, piaski szklarskie czy węgiel brunatny, wydobywany na skalę przemysłową od 1921 roku. Ostatnią z kopalń – kopalnię „Babina”, w południowo wschodniej, polskiej części moreny – zamknięto w 1973 roku.
Tak silna ingerencja człowieka w naturę nie mogła nie mieć wpływu na krajobraz. Pozostały hałdy, wyrobiska, resztki zabudowań kopalnianych. Z biegiem lat wyrobiska wypełniła woda, sztolnie się pozapadały, hałdy porosła roślinność.
I chociaż zwykle z ambiwalentnymi uczuciami zwiedzam miejsca tak istotnie zmienione ręką człowieka, nie mogę nie przyznać, że spacer ścieżką geoturystyczną „Dawna kopalnia Babina” sprawia mi niekłamaną przyjemność. Szczególnie malownicze są antropogeniczne jeziora. Woda wypełniająca wyrobiska czy zapadliska pokopalniane przybrała różne barwy – od ciemnogranatowej, poprzez błękitną i szmaragdową, po żółtą i bordowo-rudą – chociaż w tym momencie gdy na nie patrzę, nieważne jest, które kolory jawią się za sprawą minerałów, a które są wynikiem gry światła.

Historia Mużakowa

Zamek Mużaków

Zupełnie inne podejście do ukształtowanego przed tysiącami lat krajobrazu moreny miał Herman Ludwig Heinrich von Pückler-Muskau – niemiecki książę, podróżnik, pisarz i ogrodnik. Kiedy w 1811 roku odziedziczył posiadłość w Muskau (polska nazwa Mużaków), postanowił założyć park w stylu krajobrazowym. Realizacja tego celu zajęła mu całe życie, chociaż swoich planów nie zrealizował do końca. Z powodu braku funduszy sprzedał posiadłość, szczęśliwie następni właściciele kontynuowali jego dzieło. II wojna światowa najpierw zniszczyła, potem podzieliła park, podzieliła też Muskau. Większość miasta znalazła się w granicach Niemiec, jego peryferia pozostały w Polsce, przyjmując nazwę Łęknica.
Zniszczenia wojenne, różny sposób zarzadzania przez obydwa państwa oraz nastawienie na eksploatację węgla brunatnego nie pozostały bez wpływu na stan parku i budowli. Dopiero pod koniec XX wieku powstały warunki do współpracy obu państw w zakresie konserwacji tego terenu jako całości.
Spacerując parkowymi alejkami, przekraczając zabytkowe mosty, chłonąc krajobrazy, na które kierują mój wzrok wytyczone prawie dwieście lat temu osie widokowe parku, nie mogę oprzeć się refleksji – jak wielką musiał książę Pückler mieć wyobraźnię, a i wiedzę dotyczącą roślin, abyśmy teraz, prawie dwa wieki później, mogli podziwiać, będące wynikiem jego wizji, „obrazy malowane za pomocą roślin”.
Nie mogę odmówić sobie wizyty w Kromlau odległym o sześć kilometrów od Mużakowa. To tam właśnie, w Parku Rododendronów, znajduje się Most Raka (Rakotzee), którego zdjęcie widziałam w muzeum u stóp Tai Shan. Pojechałam tam, chociaż wiedziałam już, że jezioro, w wodach którego odbijał się łuk mostu, dawno wyschło, a sam most jest teraz okolony rusztowaniami. Ci, którzy odwiedzą tę część Parku Krajobrazowego Łuk Mużakowa wiosną przyszłego roku, zobaczą i most, i jego odbicie w wodzie, i tysiące kwitnących krzewów rododendronów. Dla mnie ta wizyta, mimo niedoskonałego obecnie widoku mostu i jego otoczenia, ma znaczenie symboliczne – scala w mojej pamięci dwa miejsca: Geopark Góry Tai Shan i Geopark Łuk Mużakowa.
Tak odległe, tak różne, i tak fascynujące.

Ścieżka geoturystyczna kopalni Babina, Łęknica

fot. Mariola Wójtowicz

Fragmenty książki – relacji z podróży po Chinach przeczytasz na blogu: http://emerytkawpodrozy.blogspot.com/

Zakochana w Barcelonie_książka Anny Wawrykowicz (fragment)

Kategorie
Udostępnij