Nie warto zostawiać na później. Ani sukienek, ani kursu komputerowego. Cyfrowi Ambasadorzy 60 Plus

Nie warto zostawiać na później. Ani sukienek, ani kursu komputerowego. Cyfrowi Ambasadorzy 60 Plus

Odkąd pamiętam, miałam coś zostawić na później. Gdy byłam małą dziewczynką, mama zawsze mówiła, że ciasto będzie na później. Najładniejsze sukienki kazała oszczędzać i najlepiej nie zakładać, bo może będzie lepsza okazja. Sandałki z kokardą nosiłam tylko wówczas, gdy nikogo nie było w domu, bo przecież mogły się zniszczyć, więc lepiej było ich nie ubierać i zostawić na później.

Więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej GazetaSenior.pl

Historia ambasadorki 60 Plus

Gdy wybuchł pożar naszego domu, wszystkie marzenia dotyczące dni, gdy będę chodziła w pięknych sukienkach i sandałkach z kokardą, przemieniły się w proch razem z naszym domem, który został doszczętnie zniszczony. Przyszły trudne czasy, które wymusiły konieczność zatroszczenia się o to, co jutro, poprzez oszczędzanie tego, co dziś. Przez blisko 70 lat, żyłam więc zgodnie z nauką, jaką wyniosłam z domu i roztropnie zostawiałam wszystko na później. Z lekkim uśmiechem patrzyłam na koleżanki, które kupowały sukienki w Modzie Polskiej i zamiast je szanować i zakładać stosownie do okazji, paradowały dumnie jak paw po korytarzach naszego zakładu. Ja nigdy nie robiłam takich rzeczy, bo było mi szkoda, że je zniszczę lub czymś zachlapie. Poza tym, w tamtych czasach nigdy nie było wiadomo, kiedy uda się znowu coś kupić.

Gdy zrobiłam się starsza, a czasy się zmieniły, tylko moje stare nawyki były jak nowe. To, że odkładałam ciasto na później, wyszło mi na zdrowie, ale pojawiły się trudności z chodzeniem. Zmarł mi mąż, a córka wyprowadziła się do Wiednia. Zostałam kompletnie sama. Asia dzwoniła i często mi powtarzała, że możemy łączyć się za pośrednictwem komputera i dzięki temu będziemy się widzieć. Zapewniała też, że to jest łatwe. Mnie jednak nigdy nie było po drodze z tym komputerem. Wprawdzie był w domu, ale nie chciałam go używać, bo było mi szkoda i bałam się, że go zepsuję. Wiedziałam, że był drogi, bo Asia kupiła go za oszczędności przywiezione po letniej pracy w Irlandii. Mówiłam jej, że raczej wolę tę naukę zostawić sobie na później.

Spotkanie po latach

W okolicy Wielkanocy zadzwonił do mnie Jurek, kolega z lat młodzieńczych, mówiąc, że będzie w okolicy. Bardzo mnie ucieszył ten telefon, bo nie widzieliśmy się przez 40 lat. Umówiliśmy się w kawiarni, notabene tej samej, w której widzieliśmy się po raz ostatni, gdy powiedział, że wyjeżdża z Polski do Kanady. Pamiętam, że gdy się wtedy żegnaliśmy, miał łzy w oczach, bo byliśmy pewni, że to nasze ostatnie spotkanie. Doskonale pamiętałam te emocje, które towarzyszyły tamtemu spotkaniu. Ku mojemu zdziwieniu zaczęły do mnie wracać tym mocniej, im bliższy był termin naszego spotkania. Jednak gdy go zobaczyłam, czas jakby się zatrzymał. Jurek był wprawdzie zupełnie siwy, lekko przygarbiony w okularach, ale nadal miał ten sam błysk w oku.

– Od razu Cię poznałem – powiedział na powitanie – Wyglądasz prawie tak samo jak ostatnio.

Wtedy uznałam, że to był komplement, jednak w czasie rozmowy okazało się, że byłam chyba w tej samej sukience z Mody Polskiej, którą od prawie wieku miałam w swojej szafie na specjalne okazje. Jurek opowiedział mi historię swojego życia.

O podróżach, karierze i długiej i tragicznej chorobie żony. Mimo że mieszkał przez lata w Kanadzie, był w stałym kontakcie z przyjaciółmi, z którymi ja dawno straciłam kontakt. Na smartphonie pokazywał mi zdjęcia z podróży i nawet połączył się na wideokonferencji z Lilką, swoją siostrą, żeby jej pokazać, że udało nam się spotkać. Spotkanie z Jerzym uświadomiło mi, że należy się cieszyć tym, co się ma, tu i teraz. Obiecałam sobie, że zacznę od nauki obsługi komputera, by móc być w bliższym kontakcie z córką. Nie odkładać na później niczego więcej.

Kurs Ambasadorów Cyfrowych 60 Plus

Asia pomogła mi znaleźć zajęcia dostosowane do mojego wieku i tym sposobem trafiłam na kurs w ramach projektu Ambasadorzy Cyfrowi 60 PLUS. Szybko udało mi się opanować to, w jaki sposób mogę komunikować się z córką, jak załatwić sprawy urzędowe bez wychodzenia z domu albo jak płacić rachunki online. Nauczyłam się też korzystać z portali aukcyjnych i sprzedałam wszystkie sukienki, które przez całe życie tak starannie odkładałam na potem. Zarobione pieniądze przeznaczyłam na zakup nowych ubrań, które noszę teraz z wielką dumą. Je też kupiłam przez Internet.

Dzięki temu, że nauczyłam się obsługi komputera, jestem też w stałym kontakcie z Jerzym. Codziennie rozmawiamy i staliśmy się sobie bliscy jak nigdy dotąd.

Spotkanie z Jerzym oraz udział w projekcie uświadomił mi, że nie warto niczego zostawiać na później. Ani sukienek, bo wychodzą z mody, ani kontaktu z dziećmi, bo życie jest ulotne, ani nauki obsługi komputera, bo ta umiejętność może pomóc miłości.

Artykuł sponsorowany powstał w ramach projektu pn. „Ambasadorzy Cyfrowi 60 Plus” realizowanego przez Stowarzyszenie Fabryka Inicjatyw. Projekt jest dofinansowany ze środków Programu Fundusz Inicjatyw Obywatelskich NOWEFIO na lata 2021–2030.

Zobacz również:

Cyfrowe strachy. Przewodnik dla seniorów chcących okiełznać komputer. Cyfrowi Ambasadorzy 60 Plus

„W tym szaleństwie jest metoda” Ambasadorzy Cyfrowi 60 Plus

Cztery powody, dla których warto nauczyć się korzystania z Internetu – zachęcają Ambasadorzy Cyfrowi 60 Plus

Redakcja
Kategorie
Udostępnij