Ścieżki losu – powieść Andrzeja Wasilewskiego redaktora Gazety Senior

Ścieżki losu – powieść Andrzeja Wasilewskiego redaktora Gazety Senior

Nasz redakcyjny kolega wydał swoją kolejną książkę. Jest to saga obejmująca okres „od niepodległości do niepodległości” (1918-1989) przez pryzmat dwóch rodzin, które stają się jedną rodziną, ale nie bardzo im to wychodzi. O licznych inspiracjach i motywacjach, procesie tworzenia książki od napisania do wydania rozmawiamy z autorem „Ścieżek losu” Andrzejem Wasilewskim.

Redakcja: Miło nam, że nasz redaktor wydał książkę o realiach życia w PRL, co jest jeszcze rzadkością na rynku księgarskim.
Andrzej Wasilewski: Mnie też jest miło, że zostało to dostrzeżone.

O czym opowiada fabuła książki, można poczytać. Pomówmy zatem o autorze. Szedł Pan przez życie różnymi ścieżkami: leśnik, marynarz, detektyw, dyrektor… studia oficerskie, prawnicze, psychologiczne, obecnie jako „późny emeryt” coś Pan studiuje na Uniwersytecie Medycznym. Brak potrzeby stabilności?
Zawsze ciekawiła mnie różnorodność szlaków ludzkiego życia, środowisk, przygody na różnych polach, różnorodność świata. Leśnikiem chciałem zostać, ponieważ był to doskonale mi znany krajobraz mojego dzieciństwa w leśniczówce. Ale naczytany wówczas książek przygodowych marzyłem, żeby zostać marynarzem, najlepiej na żaglowcu, bo na takich pływali piraci. Los pozwolił. Do warszawskiej służby kryminalnej trafiłem przez ciekawość: połowa lat sześćdziesiątych, na ekranach imponujący por. Columbo, inspektor Kojak, serial „Inspektor Sowa na tropie”, a przez polskie miasta przetacza się fala zabójstw na taksówkarzach. Ruszam więc w kolejną przygodę jako tropiciel bandytów. Ale życie to nie film. Ówczesny świat kryminalny był prymitywny, ordynarny, zuchwały, bezwzględny, twardy. Tu na grzeczności, uprzejmości, maniery, wysublimowany intelektualizm absolutnie nie było miejsca. Sukcesów nie odniosłem, a przełożeni stwierdzili, że moja konstrukcja psychiczna nie odpowiada wymogom takiej pracy. Trzeba było już wydorośleć i zająć się czymś poważnym.

Doświadczenia zebrane w tych wędrówkach po życiu przydały się przy pisaniu książki?
Fabuła „Ścieżek losu” nie jest autobiografią, ale żyłem w tamtych czasach. Powieść zbudowana jest na pozaosobistych doświadczeniach i realiach tamtego okresu, które każdy z nas widział, przeżywał, dotykały życia naszego lub naszych znajomych. Największą zaletą przy pisaniu utworu fabularnego nie są doświadczenia osobiste, lecz wyobraźnia i umiejętność budowania opowieści oraz znajomość realiów. Wyobraźnię kształciła mi moja mama w świecie czytanych często książek dla dzieci. Opowiadać uczył szkolny internat. Sala sypialna była wieloosobowa i po wieczornym zgaszeniu świateł przez wychowawcę, a spać się nie chciało, codziennie inne „łóżko” miało kolegom opowiedzieć do snu jakąś ciekawą historię, niekoniecznie prawdziwą. Jeżeli zmyślona historia była porywającą słuchaczy, na drugi dzień było się z szacunkiem częstowanym papierosami w „palarni” za szafą.

Jakie doświadczenie życiowe najbardziej przybliżyło Pana do ścieżki literackiej?
Nie był to jakiś konkretny akt. Próby pisania wierszy czy opowiadań czyniłem jeszcze w szkole. Później jako dorosły pisałem opowiadania marynistyczne dla miesięcznika „Morze”. Wiele nauki warsztatowej zawdzięczam ówczesnemu sekretarzowi redakcji. Następnie Klub Literacki, opowiadania drukowane w pracach zbiorowych, praca nad przekładami literackimi, nad własnymi książkami. „Ścieżki losu” powstały w ten sposób, że jedno z opowiadań wysłane na konkurs literacki zdobyło nagrodę za dialogi, ale recenzent napisał, że opowiadanie kończy się tam, gdzie właściwie powinna zacząć się nowela. Dla zabawy zacząłem je rozbudowywać, a potem przychodzi znany każdemu autorowi moment, gdzie wcześniejsze plany i zamiary przestają mieć znaczenie, bo akcja zaczyna toczyć się własnym życiem, a autor jedynie dobiera szczegóły.

Czy powieściopisarz powinien mieć żyłkę psychologiczną?
Myślę, że powinien mieć nade wszystko wrażliwość pozwalającą opisać uczucia i odczucia bohaterów w konkretnych sytuacjach, co na przykład potrafi olbrzymia rzesza kobiet nieznających podstawowych pojęć psychologicznych. Nie sądzę, żeby moja wiedza wyniesiona z Instytutu Psychologii w czymś mi pomogła przy pisaniu tej książki. Natomiast w napisanej przeze mnie „Psychologii losu człowieka” czy książce o relacjach między karmą a losem człowieka, wiedza psychologiczna była podstawą tworzenia treści. W „Ścieżkach losu” kanwą opowieści są zdarzenia, a komentarz zdarzeń przez narratora nie zawiera głębi psychologicznej moim zdaniem.

Wiele osób, szczególnie tych, które sporo czytają, chociaż raz w życiu pomyślało, że fajnie by było zobaczyć na półce w księgarni swoją książkę. Jak wygląda zderzenie marzeń z rzeczywistością w polskich realiach?
Książka najpierw powstaje w umyśle przyszłego autora jako temat i nie daje spokoju w wolnych chwilach. Potem pisze się ją lat kilka (przeważnie 2-3, czasem więcej). Następnie przez długi czas jest przerabiana, uzupełniana, skracana itd. Wreszcie przychodzi czas na poszukanie wydawnictwa, które zechce ją wydać. Jest to odbijanie się „od ściany do ściany”, bo część wydawnictw patrzy, po której stronie sceny politycznej toczy się akcja (mam np. nagrodzone opowiadanie, którego „za komuny” nie chciano wydać, bo bohaterem jest kompromitujący się sekretarz partii, a „za Solidarności” nikt go nie chciał wydać, bo bohaterem jest sekretarz skompromitowanej partii, „Ścieżki losu” odrzucały wszystkie wydawnictwa, gdzie właściciel jest związany z PiS). Następnie wydawnictwa oceniają potencjalne zainteresowanie rynku tą pozycją, tzn. czy da się na tym zarobić itd. Jeżeli już wezmą, to około roku trwa opracowanie redakcyjne, a potem przychodzi rozczarowanie ekonomiczne, bowiem wydawca najczęściej płaci autorowi 10% od ceny hurtowej książek, po ich sprzedaniu, z rozliczeniem co pół roku. Tak więc trzeba się liczyć, że książki piszemy nie dla kasy, a dla wyżycia się literackiego. W Polsce.

W „Ścieżkach losu” ukazuje Pan czas wojny z perspektywy kobiety, która walczy o przetrwanie z dziećmi, bez męskiego wsparcia. Dlaczego zdecydował się Pan spojrzeć na ten czas przez kobiecy pryzmat?
Moja rodzina pochodzi z białoruskiej części dawnego województwa wileńskiego i rozdział I napisany jest pamiętanym przeze mnie językiem z tamtych stron. Natomiast zamysłem literackim było pokazanie rytuału zamążpójścia ówczesnych dziewcząt. Nie wychodziło się za mąż z miłości, lecz było się „wydawaną za mąż” za osobę zapewniającą jaki taki dobrobyt. Temat ten w opisach i roztrząsaniach pojawiał się nierzadko w rodzinnych rozmowach moich ciotek, które były panienkami przed wojną. I życie powieściowe owej bohaterki wchodzi swoim losem w czas wojny. Małżeństwa z miłości lub fascynacji przynosi dopiero rok 1945 i co z tego wynika, ukazuje los innej bohaterki. W tej książce jest dużo o postawach kobiet. Natomiast co do wojny to chciałem wreszcie pokazać polskim czytelnikom, że wojna to nie tylko bohaterskie, patriotyczne bieganie z karabinem po lasach, co pokazuje cała literatura polska poświęcona temu okresowi historycznemu. Wojna to też wysiłek kobiet, matek, troska o dzieci, lęk, niepokój i nadzieja. O tym się nie mówi w literaturze – ona jest poświęcona wyłącznie mężczyznom z pistoletem. Dla mojej matki wojna to było pięć lat życia w ciągłym strachu. Najpierw, kiedy weszli Sowieci – wywózka na Syberię. Jej mieszkająca obok siostra została z rodziną załadowana zimą do wagonu towarowego i wywieziona w stepy Kazachstanu. A my? Ojciec jako leśniczy kwalifikował się z rozdzielnika do wywózki, ale prędko zapisał się do Komsomołu jako deski ratunku. Potem przyszli Niemcy, dla których leśniczy był potencjalnym współpracownikiem partyzantów, a dla partyzantów potencjalnym współpracownikiem Niemców. Raz jedni, raz drudzy stawiali leśniczego pod drzewem na rozstrzelanie. A jego żona z dziećmi to przeżywała nieustannie trwającym lękiem. I tak dalej. Wojna dla kobiety to wielki trud przetrwania, pełen trwogi – o czym jakoś nikt nie pisze.

Po jakie lektury sięga Pan na co dzień? Ma Pan ulubionych autorów?
Na różnych etapach życia sięgamy po różnych autorów. Przez długie lata był u mnie Balzac, Sienkiewicz, Żeromski, czyli klasyka. Wiele uwagi poświęcałem poetom. Literatura faktu, reportaż. Obecnie chętnie czytam Kopera opisującego prawdy rzeczywistości Polski przedwojennej, głęboko wchodzę w prawdy rzeczywiste (prawdy mogą być polityczne i rzeczywiste) o Piłsudskim. Chętnie też czytam książki Olgi Tokarczuk, z którą miałem przyjemność zetknąć się osobiście.

Komu „Ścieżki losu” pod choinką mogą sprawić najwięcej radości?
Książka jest dedykowana jako wspomnieniowa głównie starszemu pokoleniu: dziadkom, rodzicom. Mam już informacje od czytelników starszego pokolenia, że czyta się z zainteresowaniem, że w kimś ożywiła czasy młodości, że ktoś spojrzał szerzej na tamte czasy, że ktoś miał podobną rozmowę w związku z pracą za granicą jak jeden z bohaterów i tak dalej.

Jak spędza czas aktywny „późny emeryt”?
Pisze, czyta, zajmuje się dziennikarstwem, podróżuje z żoną po Europie, pływa jachtem po morzach, zajmuje się ogrodem, udziela się w klubie seniora i jak każdy emeryt bierze tabletki na różne dolegliwości, co jednak nie stanowi centrum jego świata.

Życzymy zatem dużo zdrowia i wielu dalszych satysfakcji literackich, dziennikarskich i życiowych.
Dziękuję.

Ścieżki losu. O książce

Powieść Andrzeja Wasilewskiego to saga, której bohaterami są członkowie dwóch rodzin: ziemiańskiej rodziny Siernickich z Wileńszczyzny i chłopskiej rodziny Borelów z podkonińskiej wsi Pątnów. Rzecz dzieje się na Wileńszczyźnie, w Świdnicy oraz w Koninie i obejmuje okres od pierwszej do ostatniej dekady XX wieku. Czytelnik ma okazję poznać skomplikowaną historię powojennej Polski poprzez losy „zwyczajnej, polskiej rodziny”. Niewątpliwym atutem książki jest ukazanie, znanej autorowi z autopsji, specyficznej rzeczywistości życia w PRL-u. W „Ścieżkach losu” autor opisuje powszechne przed wojną „wydawanie za mąż” przez rodziców w celu zapewnienia dziewczynie bytu materialnego, gdzie ona sama nic do powiedzenia nie miała oraz powojenne wychodzenie za mąż z miłości i własnego wyboru, co nie owocuje w dalszym życiu bohaterki pełnią szczęścia.
Starsi czytelnicy w „Ścieżkach losu” zapewne odnajdą świat swojej młodości, a młodsi będą mieli okazję zorientować się, że życie w realiach PRL-u było o wiele bardziej skomplikowane niż się to się wielu młodym polskim „znawcom” historii współczesnej Polski wydaje.
Nowością w polskiej beletrystyce zdaje się być, że Wasilewski nie ukazuje wojny przez pryzmat patriotycznej bohaterszczyzny z karabinem w ręku, lecz przez starania kobiety o przetrwanie wraz z dziećmi, bez męskiego wsparcia. Okres powojenny natomiast obrazuje się pełną kolorystyką życia w PRL: polityczną, gospodarczą, społeczną i towarzyską. Autentyczności dialogom bohaterów dodaje zachowanie przez autora odmienności językowych w ustach bohaterów z różnych warstw społecznych i różnych okolic geograficznych. Generalne przesłanie wynikające z fabuły wydaje się mówić, że polityka przenika nasze życie prywatne także, od małego po dorosłego, bez względu czy tego chcemy, czy też nie chcemy.

Ścieżki losu. Zamówienia

Redaktor Wasilewski ma wielu fanów wśród naszych czytelników z racji stylu ujmowania tematów, więc zachęcać ich do sięgnięcia po książkę jego autorstwa nie ma potrzeby. Czyta się wartko i z zaciekawieniem. Książka doskonale nadaje się do czytania w długie zimowe wieczory, jak i na prezent choinkowy, kosztuje 30 zł, dostępna jest w sprzedaży wysyłkowej. Zamawiać można telefonicznie (504 048 286) podając w SMS adres pocztowy zamawiającego.

O autorze

Andrzej Wasilewski urodził się w 1941 roku na Kresach Północno-Wschodnich tj. w obecnej Białorusi. Po wojnie, w związku ze zmianą granic państwowych, rodzina ewakuowała się do Wielkopolski. Ukończył Technikum Leśne, uniwersyteckie studia prawnicze oraz Instytut Psychologii w Poznaniu. Zawsze był ciekaw różnorodnych barw życia, toteż pracował jako leśnik, marynarz, detektyw służby kryminalnej, inspektor kontroli finansowej, kierownik jednostek gospodarczych kończąc jako dyrektor dużego szpitala. Czym by się jednak nie zajmował zawodowo, zawsze fascynował się rozmowami z ludźmi o ich sprawach, losach, przypadkach, kłopotach, dążeniach i sukcesach, gromadząc latami do literackiego wykorzystania zapiski faktograficzne z tych rozmów.
Od pół wieku związany z Koninem. Był członkiem Konińskiego Klubu Literackiego, pisał i publikował opowiadania, tłumaczył beletrystykę marynistyczną, pisał książki popularyzujące wiedzę (np. „Psychologia losu człowieka” i inne.) Na emeryturze zajmuje się reportażem prasowym, pisze felietony dla „Gazety Senior”.

Więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej GazetaSenior.pl

Mogą Cię zainteresować:

Starość… nigdy nie wiadomo jak się potoczy. Wrażenia Andrzeja Wasilewskiego z wizyty w Domu Pomocy Społecznej

Kategorie
Udostępnij