Senioralny świat solo

Prawie każdy człowiek odczuwa czasami samotność. Wielu bywa samotnymi stale. Jak wygląda samotność seniorów? Czy sobie z nią radzą? A jeśli tak – to w jaki sposób?

Senior solo

Dotknięcia samotności doznaje wiele dzieci i nastolatków w okresie dojrzewania, kiedy „nikt ich nie rozumie”. Doświadczają jej również młodzi mężczyźni i młode kobiet, gdy przy wielkiej gotowości do miłości nie mają jej komu ofiarować z wzajemnością. Samotność towarzyszy również ludziom w średnim wieku – samotnym we własnych związkach oraz ludziom wiekowo zaawansowanym. Każda z tych grup inaczej odczuwa swoją samotność. Łączy jednak te odmiany samotności pewien wspólny mianownik: brak kogoś z kim można podzielić się swoimi radościami i smutkami, posłuchać o jego wzruszeniach, porównując je ze swoimi, rozładować wezbrane emocje, podzielić się swoją radością lub smutkiem, wymienić spostrzeżenia, razem przeżywać sukcesy i niepowodzenia, zatroszczyć się i odczuć zatroskanie o nas.
Przez te akty komunikacji ludzie są w stanie i potrzebują – doświadczać, zrozumieć i zareagować na to, co odczuwają inni. Większość tych zachowań bowiem nie tylko informuje nas, czy obchodzimy drugą osobę, ale także do jakiego stopnia. I odwrotnie. A jest to potrzeba fundamentalna, będąca jednym z wyznaczników poczucia jakości życia.

Chyba, że mąż… ? Chyba, że żona… ?
Każdy wie, że ramy poczucia jakości życia mają inne kształty i wymiary w wieku szkolnym, w wieku oczekiwania na małżeństwo, w małżeństwie więcej lub mniej udanym oraz pomałżeńskim solo, zwłaszcza jeśli zostajemy z dziećmi wieku szkolnego. Jednak przełęczą, poza którą zmienia się niemal cały krajobraz życia, jest emerytura. Przestajemy funkcjonować w zespołach pracowniczych, wypełniać dokumenty, martwić się o niezałatwione na czas sprawy, przestajemy mieć ważne obowiązki pozadomowe, wypadamy ze zorganizowanego obiegu społecznego spraw i ludzi. Przestajemy mieć poczucie ważności własnej osoby, nikt niczego od nas nie oczekuje, nikomu i niczemu nie jesteśmy już podporządkowani, ale i nikt nie musi liczyć się z nami. Nie jesteśmy nikomu potrzebni, nie mówimy „dzień dobry” codziennie tym samym ludziom, nasze istnienie staje się jakby niezauważalne dla nikogo. Przed nami tylko gołe pole nowego życia. Puste. Do zagospodarowania w nowy obraz. Chyba, że mąż… ? Chyba, że żona… ?

Co mówią statystyki?
No, nie zawsze jest ten mąż czy ta żona. W wieku 60-69 lat męża ma tylko 40% kobiet, w wieku 70-79 tylko 30%, a po przekroczeniu osiemdziesiątki – zaledwie 10% kobiet. Nieco lepiej pod tym względem organizują swoje życie mężczyźni. W wieku przechodzenia na emeryturę 84% mężczyzn jest żonatych, w wieku 70-79 lat – 78%, a po osiemdziesiątce, gdy 90% kobiet żyje samotnie, 60% mężczyzn nadal jest żonatych. Żeby wykazać bardziej obrazowo, jak dalece popyt nie równoważy się z podażą, posłużmy się innym porównaniem. W grupie osób 65-69 lat na jednego mężczyznę przypada 25 kobiet, w grupie 75-79 lat – kobiet 60, a w wieku sędziwym (85-89) – 165 kobiet na jednego mężczyznę. Nie ma zatem wątpliwości, że o ile poczucie samotności może dotykać zarówno kobiety, jak i mężczyzn, to populacja kobieca na polu samotności jest o wiele bardziej liczna.

„Kobieta lat 63 pozna kogoś…”
Seniorzy żyjący solo nierzadko próbują pozbyć się samotności przez wejście w powtórny związek. O ile w grupie wiekowej 20-30 lat pierwotne związki zawiązują się spontanicznie w sposób naturalny, a w grupie 30-50 lat następuje to dość prędko – o tyle w grupie III wieku nie jest to przedsięwzięciem łatwym. Choćby z powodu wskazanej wyżej przewagi popytu nad podażą. Próby jednak podejmowane są aktywnie w życiu towarzyskim, sanatoryjnym, wycieczkowym, przez ogłoszenia w lokalnej prasie, na matrymonialnych portalach internetowych i w biurach pośrednictwa matrymonialnego.
„Jeśli jesteś samotna, nie masz z kim porozmawiać, to odezwij się…”. „Kobieta lat 63 pozna kogoś, z kim można wspólnie porzucić samotność…”, „Może wspólnie pokonamy samotność…”. Takie i podobne anonse czytam w rubryce ogłoszeń matrymonialnych. Apetyt na lepsze życie. Bo lepsze życie – to życie we dwoje. Zawsze. Ale „w pewnym wieku” szczególnie. I tutaj seniorki są w położeniu mało komfortowym. W populacji 60+ mamy pięć milionów samotnych kobiet wobec trzech i pół miliona samotnych mężczyzn. O ile w tej grupie wiekowej nowożeńcy stanowią 8000 osób rocznie, to mężczyźni występują w liczbie 4000, a kobiet z tej grupy wiekowej jest 2800. Pozostałe 1200 kobiet to młodsze koleżanki z grupy poniżej 60 lat wychodzące za starszych partnerów. Starsi mężczyźni, jeśli tylko mają ochotę, do końca życia pozostają żonatymi.

Rozwódki vs wdowy
W wieku 70 lat wdowcy stanowią zaledwie 20%, wdowy 65%. A rozwiedzione? Tutaj statystyki milczą. Wiemy tylko, że corocznie przybywa ich 60 tysięcy, a w powtórne związki wstępuje 35%. Wiemy także, że na matrymonialnym rynku wtórnym rozwódki mają szanse dalece wyższe niż wdowy. Wdowy bowiem często cechują się niezamkniętym poprzednim związkiem, psychicznie żyją nadal z Drogim Nieobecnym i oczekują, że nowy partner powstałą w ich życiu lukę wypełni dokładnie i szczelnie cechami poprzednika. Słowem – będzie dokładnie taką samą osobą jak jego poprzednik, będzie jego dokładnym odwzorowaniem. Rozwódka natomiast zamyka za sobą drzwi przeszłości, nie chce do niej wracać w rozmowach i broń Boże – żadnych odwzorowań!!! Dla mężczyzn taka sytuacja jest bardziej komfortową niż ciągłe bycie porównywanym albo wręcz ganionym za to, że jest się innym niż poprzednik.

Gdzie i jak szukać drugiej połówki?
Interesująca wydaje się skuteczność udziału w różnych formach poszukiwań przez osoby solo. Jedni preferują Internet i później mają problemy logistyczne udaremniające ową skuteczność (np. siedemdziesięciolatek z Krakowa, sześćdziesięciopięciolatka z Wejherowa i co dalej?), inni ogłoszenia lokalne – bo okolica bliska, jeszcze inni prasę matrymonialną, bo można spokojnie i wielokrotnie przeanalizować treść anonsów, a jeszcze inni biura matrymonialne, bo personel wstępnie weryfikuje szanse doboru indywidualnego i oferta zawiera dużo fotografii. Zapytana o skuteczność ofert właścicielka biura mówi, że im młodszy przedział wiekowy, tym skuteczność większa. Młodzi ludzie wchodzą w związki spontanicznie, szukając człowieka, a nie analiz psychologicznych. Starsi natomiast szukają nie tyle człowieka co modelu, który da się wpasować w konkretne o nim (jaki ma być) wyobrażenia. Młodzi zaczynają od ufności i nadziei na wspólne budowanie, stare pokolenie zaczyna od nieufności, podejrzliwości. Młodzi otwierają się na siebie bezwarunkowo, starzy siebie dawkują, co rodzi natychmiastowy dystans również po drugiej stronie i zaczyna się droga donikąd.

Kto znajduje?
W innym biurze dowiadujemy się, że najprędzej w nowe związki, bez względu na wiek, wchodzą ludzie prości, których przestrzeń życiowa jest nieskomplikowana. Dwa, trzy spotkania i następuje deklaracja. Często od razu. Są to także, według spostrzeżeń rozmówczyni, związki trwałe. Natomiast im bardziej kandydaci są rozwinięci, zwłaszcza jeśli pozują na jakiś tam wyższy poziom intelektualny, tym mniejsze mają szanse na udane poszukiwania. – Grupa ta – mówi pani – ma szalenie rozbudowaną aspiracyjność i drobiazgowość oczekiwań ulokowaną na tak wielu płaszczyznach funkcjonowania, że prawie niemożliwością jest dopasowanie do tych szczególików konkretnego człowieka.
W trzecim biurze uzyskujemy potwierdzenie, że ludzie prości „nie szukają dziury w całym” tylko człowieka do wspólnego życia. Wiele osób starszych natomiast zapatrzonych jest w to, co chcą otrzymać, wpadają natomiast w zakłopotanie przy pytaniu, co oferują ewentualnemu nabywcy swojej oferty. Zarówno kobiety, jak i mężczyźni. – Praca nad kojarzeniem związków nie jest łatwa – mówi pracownica biura – chociaż w końcu decyzje i tak podejmują sami zainteresowani. Im starszy pesel, tym rzadziej pada „tak”. – Niby chcą, a nie mogą pokonać lęku przed otwarciem nowego rozdziału życia – dodaje obrazowo.

„Trzy lata już biega”
– Mam już dość biegania na te spotkania, z których nic nie wynika – mówi znajoma sześćdziesięcioparoletnia „solówka”, która nie chce być sama. – Zawsze albo facet mnie nie pasuje, albo ja jemu, albo wzajemnie. Pytam, czy długo już tak biega. – Trzy lata. Zwariować można. A popatrz, Zośce się udało za pierwszym podejściem z tym gościem z Internetu. Już dwa lata są po ślubie.
Nie komentuję tej, prawdziwej zresztą, informacji. Zachęcam. Człowiekowi potrzebna jest nadzieja. To nadzieja jest źródłem naszej aktywności, motywacji do działania. Tylko nadzieja prowadzi do sukcesu i zmian w życiu. Człowiek bez nadziei tupta w miejscu, a z czasem nawet tuptać przestaje. Trwa jedynie. Oswaja się z samotnością, towarzyszką dni bezbarwnych.

autor:  Andrzej Wasilewski, fot. Fotolia

źródło: Gazeta Senior Poznań/Wielkopolska. 3.2017 r.

Nowszy artykuł
Starszy artykuł

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany