Barwy jesieni życia. Rozważania Andrzeja Wasilewskiego

Barwy jesieni życia. Rozważania Andrzeja Wasilewskiego

Andrzej Wasilewski

Granica między dojrzałym wiekiem średnim a starością jest płynna i zmieniała się w ciągu okresów historycznych rozwoju ludzkości. W czasach prehistorycznych ludzie żyli średnio 30 lat.

Więcej aktualnych informacji znajdziesz na stronie głównej GazetaSenior.pl

W czasach zwanych starożytnością, a więc czasach Ptolemeusza, Aleksandra Wielkiego czy rzymskich cesarzy, czterdziestolatek  uważany był za starego człowieka, a sporadycznie spotykany sześćdziesięciolatek, był ledwie trzymającym się na nogach sędziwym starcem otaczanym wielką troskliwością i szacunkiem. We wszystkich kulturach globu ziemskiego, ludzie wieku podeszłego obdarzani byli czcią jako ostoja doświadczenia i wynikającej stąd mądrości. I nic dziwnego, jeśli się zważy, że wówczas doświadczenie przetrwania, doświadczenie społeczne, organizacyjne, doświadczenie walki, łowieckie i rolnicze były doświadczeniami nabywanymi osobiście, podczas własnego życia, a starzec oprócz wiedzy własnej posiadał także wiedzę uogólnioną doświadczeniem innych, obserwacji radzenia sobie, sukcesów i klęsk innych ludzi na przestrzeni dłuższego czasu niż inni. Przecież nie było wówczas szkół, technikum, politechnik, studiów medycznych czy menadżerskich, książek, fachowej prasy, podręczników czy internetu. Było zimno, głodno, ręce, kamień, drewno, ziemia, roślinność, zwierzęta, ogień i woda. Mądrość starca, która wraz z nim odchodziła w zaświaty a własną, trzeba było zbudować od podstaw.

Moment rozpoczęcia starości jest absolutnie umowny

Jeszcze 20 lat temu przyjmowano, że zaczyna się ona w wieku lat 60. Obecnie za jej granicę przyjmuje się 70 urodziny, ale jeszcze wyróżnia się etapy starości. Jednakże wiek metrykalny i biologiczny bardzo często nie nakładają się, a klucz do starości rzeczywistej zdaje się być zlokalizowany nie w bólach bioder, lecz w psychice. Każdy, kto czuje się pogodny, życzliwy, elastyczny w poglądach, aktywny życiowo, towarzyski, działający – funkcjonuje w umownym przedziale „dojrzałości późnej”, ale nie „starości”. I mimo zaawansowanego wieku, ludzie ci traktują temat starości, jak bajkę o krasnoludkach: każdy zna jej treść, ale nikt w nią nie wierzy. Co prawda biologia organizmu ma swój rytm wyczerpywania się podzespołów tworzących całość, powstawania różnych niedostatków fizjologicznych, ułomności, obniżającej się sprawności, ale dobre samopoczucie i zadowolenie z życia nie musi mieć związku z kondycją fizyczną. „Starość uświadomiła mi się dopiero wówczas – mówi pewna moja znajoma z utrudnioną sprawnością ruchową – kiedy zmiana majtek stała się wyczynem sztuki cyrkowej. Dla mojej mamy kiedyś stan ten był powodem przygnębiającego cierpienia. Ja natomiast to traktuję trochę zabawowo, gimnastycznie. Przecież tego nie zmienię, więc szukam zabawnej strony zjawiska, więc nie mam poczucia cierpienia. Zabawa. Trudna, ale zabawa”.

W miarę biegu lat

W miarę biegu lat dojrzałych zmienia się wygląd człowieka, samopoczucie, psychika. Na starość człowiek bierny, traci zdolność adaptacji do nowych sytuacji, umiejętność pozytywnego patrzenia na świat i ludzi, obniża się poczucie humoru. Coraz mniej interesują go sprawy ogólne, ponieważ zasięg jego aktywności życiowej bardzo się uszczupla, przybliża do ekranu telewizora, zamyka się w ścianach mieszkania, kontakty zewnętrzne biegną tylko drogą do sklepu czasem kościoła, i to wszystko. Umniejsza się krąg znajomych i rozległość tematów poruszanych w okazjonalnych rozmowach. Tym sposobem stajemy się partnerami mało atrakcyjnymi towarzysko, jeśli zabieramy głos to na tematy płytkie, bardzo przyziemne, absorbującej najczęściej wyłącznie nas, a nie innych ludzi. Obcowanie z nami staje się dla nich nudne. Dawniej w pracy wykonywało się zadania, rozwiązywało problemy, złościło na innych współpracowników, przeżywało się satysfakcje osiągnięć zespołowych, załatwiało się złożone sprawy urzędowe, z impetem dochodziło się swoich spraw lub należności. Czynnik zewnętrzny organizował nurt naszego życia i wielorakość tematów w rozmowach. Rozwijająca się rodzina nadawała rytm kłopotom i radościom, przynosiła do rozwiązania problemy bytowe, wychowawcze, finansowe, organizacyjne. Ze wszystkim dawaliśmy sobie radę, nie baliśmy się wartkości życia i z pianą na ustach wkraczaliśmy do pokoju urzędników, kiedy okazywało się, że coś nie tak wobec nas. Dzisiaj wyjęcie ze skrzynki awiza do odbioru listu urzędowego napełnia nas lękiem, że a nuż trzeba będzie załatwiać jakąś sprawę w jakimś biurze, a nasza pewność siebie w sprawach urzędowych stała się znikoma, bo z biegiem lat na emeryturze, oddaliła się znajomość zmieniających się procedur, przepisów, trybów urzędowy, a narosło, poczucie bezradności wobec mało już znanej machiny urzędowej.

Pod powierzchnią

Tracąc pracę, straciliśmy dużą część nurtu życia społecznego, towarzyskiego, aktywności w kontaktach. Teraz, wycofując się z coraz to kolejnych sfer życia, zawężając horyzont aktywności umysłowej, przechodzimy na coraz płytsze postrzeganie otaczającej rzeczywistości. Nasze rozmowy z własnymi, dorosłymi dziećmi stają się także coraz krótsze, bo płytsze, bowiem mamy coraz mniej zaciekawienia, coraz mniej pytań, coraz mniej trafia do naszej wyobraźni nowoczesność ich języka, coraz mniej mamy zaciekawienia ich aktywnością zawodową, bo coraz mniej rozumiemy jej szczegóły, coraz mniej fascynujemy się ich sukcesami, a więc one nam też coraz mniej i coraz płycej opowiadają. Płytkie drobnostki zaczynają też dominować w naszych rozmowach z dorosłymi wnuczętami. Czując się samotnymi, schodzimy coraz głębiej w nikomu innemu nieznany świat własnego wnętrza. Zaczynamy tam czuć się coraz lepiej, pogłębiając tym samym dystans do rzeczywistości nas otaczającej, wycofujemy się z bieżącego życia. Nie musi to jednak być wynikiem starości, a raczej wynikiem braku własnej troski o utrzymywanie się na powierzchni toczącego się obok nas życia.

Przestań tkwić, zacznij żyć

Przez długie lata przyzwyczajaliśmy się do życia w rytmie narzucanym nam przez dynamikę okoliczności: pracy, bieżących kłopotów życia rodzinnego, kłopotów ekonomicznych, towarzyskich, środowiskowych, bytowych. Ciągle coś gdzieś załatwialiśmy, bo taka była potrzeba. Kiedy zabrakło czynnika zewnętrznego, organizującego nasze życie okazało się, że wielu emerytów nie potrafi samemu sobie tego życia organizować. Proces pracy dobierał towarzystwo, a teraz, tego procesu już nie ma. Przestają żyć, zaczynają jedynie tkwić w życiu. Biernie, smutno, samotnie, nieszczęśliwie. Stają się bezradni i niezaradni gdy nikt im zadań nie wyznacza, nie wywiera presji. Wielu czeka, aż ktoś im coś zorganizuje, bo sami nie potrafią, nie mają pomysłu, nie mają chęci. A przecież nie musi tak być. Wszystko zależy wyłącznie od ciebie. Wyjdź do ludzi. Oni do ciebie przecież nie przyjdą, do kogoś, kto się wyizolował, zamknął w domu, w sobie, w swojej samotności. To ty wyjdź do nich. Jak? Sposoby są różne. Okaż zainteresowanie sąsiadce z klatki schodowej, poszukaj klubu seniora, zaproś do kina koleżankę, z którą dawno się nie widziałaś, zobacz na plakacie, co ciekawego organizuje pobliska biblioteka, zainteresuj się, co różne fundacje w twojej miejscowości oferują seniorom, dowiedz się, co możesz pomóc starszej niż ty osobie z sąsiedniego bloku, pogadaj z dziadkiem, który codziennie samotnie prowadza psa wokół bloku – i tak dalej.

Nie myśl źle, z goryczą o starości. Potraktuj jako okres życia otwierający nowe możliwości samorealizacji niedostępne wówczas, kiedy pracowaliśmy, dzieci kręciły nam się wokół koło nóg, staliśmy się niezależni od innych osób. Poznaj piękno tej wolności od obowiązków i ciesz się, że wreszcie możesz je ułożyć według wyłącznie własnych wyobrażeń.

Starzenie się, drodzy seniorzy, jak wszyscy wiemy, jest procesem tyleż nieuchronnym, co niezależnym od nas. Ale barwy tego starzenia się, kolorystyka tego okresu życia zależy wyłącznie od nas samych, bo nikt inny nam tego organizował nie będzie. Różne organizacje i fundacje stwarzają nam wiele możliwości, ale wybór i zaangażowanie, zależy wyłącznie od nas samych. Głęboki wdech, głowa do góry, pierś do przodu, uśmiech na twarz – i ruszaj! Żyj tak jak by przed tobą była jeszcze stówa.

Może Cię również zainteresować:

Renowacja klimatów życia. Andrzej Wasilewski radzi, jak celebrować życie w izolacji

Ścieżki losu – powieść Andrzeja Wasilewskiego redaktora Gazety Senior

Starość… nigdy nie wiadomo jak się potoczy. Wrażenia Andrzeja Wasilewskiego z wizyty w Domu Pomocy Społecznej

Kategorie
Udostępnij