Dlaczego kobiety nie wymyśliły żarówki? Felieton Krystyny Ziętak

Dlaczego kobiety nie wymyśliły żarówki? Felieton Krystyny Ziętak

Krystyna Ziętak 

Hasła: „Kobiety na mury”, „Ulice dla kobiet” dziwnie brzmią w XXI wieku i budzą we mnie mieszane uczucia. Nie wyobrażam sobie, żeby coś takiego wymyślono dla mężczyzn. Niestety w przypadku kobiet te hasła mają uzasadnienie, o czym spróbuję Was przekonać.

Na grudniowych imieninach koleżanki-seniorki zaczęłam przekonywać gości-seniorów, że rola kobiet w historii świata jest niedoceniona i że dlatego pojawił się ruch „herstory”, którego celem jest wyciągnięcie kobiet z cienia zapomnienia i pokazanie, że ich wpływ na dzieje świata jest większy, niż przedstawiają dokumenty i książki. Kobiety odgrywały i odgrywają równie ważną rolę, jak mężczyźni. Efekt mojej wypowiedzi był inny, niż się spodziewałam. Jeden z gości stwierdził, że to Edison mężczyzna wynalazł żarówkę i dał do zrozumienia, że kobieta nie byłaby w stanie tego zrobić. Co gorsze, nikt z gości nie próbował przeciwstawić się tej krzywdzącej kobiety, moim zdaniem, opinii.
Po imieninach zadałam kilku znajomym pytanie: „Dlaczego kobiety nie wymyśliły żarówki?”. Za każdym razem widziałam zaskoczenie i brak w pierwszej chwili pomysłu na odpowiedź. Oto przykłady odpowiedzi: kobiety nie były zainteresowane techniką. Po co babom żarówki? Nie miały wtedy prawa myśleć. Miliard mężczyzn też żarówki nie wymyślił i co z tego. Ewa powstała z żebra Adama, więc on jest mądrzejszy. Kobiety za mało wiedziały. Z tą ostatnią odpowiedzią jestem skłonna zgodzić się. Tak, kobiety były gorzej wykształcone, ale nie z własnej winy.
Zgodnie z panującymi wtedy zwyczajami miejscem dla kobiet był dom, a uniwersytety były dla nich zamknięte. Polki mogły studiować np. w Szwajcarii, ale była to niewielka grupa z bogatych rodzin. Decyzja o studiowaniu oznaczała rezygnację z kobiecych strojów i ozdób. Wybór przez kobiety niektórych zawodów wymagał rezygnacji z własnej rodziny. W latach 1921-1922 na Śląsku nauczycielki nie mogły być zamężne.
Virginia Woolf we „Własnym pokoju”, który ukazał się w 1929 r., opisała, jak traktowane były kobiety-studentki w Anglii na początku XX wieku. Nie mogły wejść do biblioteki bez listu polecającego od profesora i nie miały swobodnego dostępu do wykładów. Tak więc edukacja wymagała od nich odwagi i poświęcenia.

Sto lat praw Polek

Rok 2018 był szczególny. Obchodziliśmy stulecie odzyskania przez Polskę niepodległości i stulecie uzyskania przez Polki czynnego i biernego prawa wyborczego. Sejm uchwalił, że rok 2018 jest Rokiem Praw Kobiet. Sejmik Województwa Dolnośląskiego uchwalił to samo, a Rada Miejska Wrocławia przyjęła rezolucję, że rok 2018 będzie Wrocławskim Rokiem Praw Kobiet. Z tego powodu pojawiły się różne inicjatywy, których celem było podkreślenie i uświetnienie roli kobiet w naszej historii.
Na wernisażu wystawy „Niezwykłe Dolnoślązaczki” przedstawiono 16 niezwykłych kobiet, które żyły na Dolnym Śląsku w różnych epokach i rozsławiły Polskę oraz Dolny Śląsk. Na kamienicy przy pl. Legionów we Wrocławiu odsłonięto mural przedstawiający Wandę Rutkiewicz, słynną himalaistkę. „Ulice dla kobiet” to pomysł wrocławskich radnych. Kilka słynnych wrocławianek zostało patronkami skwerów, w tym Hanna Hirszfeldowa.
W Dolnośląskim Centrum Filmowym odbył się Dolnośląski Festiwal Kina Kobiet. Duże wrażenie zrobił na mnie amerykański film dokumentalny „RGB” o Ruth Bader Ginsburg, 85-letniej sędzi Sądu Najwyższego Stanów Zjednoczonych, która odmieniła życie milionów kobiet i mężczyzn, walcząc z różnymi formami dyskryminacji. Czy w naszych realiach kobieta mogłaby osiągnąć taki sukces i pozycję?
Na Uniwersytecie Wrocławskim była konferencja „Wolność wyboru kobiet – jak uczyć o równości w 100 lat po uzyskaniu przez Polki praw wyborczych”. Temat konferencji trochę mnie zaniepokoił. Czy jest tak źle, że równego traktowania kobiet i mężczyzn trzeba uczyć?
O tych i wielu innych wydarzeniach w ramach Roku Praw Kobiet można było przeczytać na Facebooku „2018 Dolnośląski Rok Praw Kobiet”, którego przewodnie hasło brzmiało: „Kobiety wiedzą, co robią!”. Czy te wszystkie wydarzenia mnie ucieszyły? I tak, i nie. Tak, bo było miło, że tyle o kobietach mówiono i pisano. Nie, bo dlaczego nie obserwuje się na co dzień takiego zainteresowania sprawami i rolą kobiet?

Rola kobiet w mediach

Podczas debaty „Z widokiem na rolę kobiet w mediach”, która odbyła się w Biurze Informacyjnym Parlamentu Europejskiego we Wrocławiu 8 marca 2018, na sali prawie nie było mężczyzn. Nie bez powodu przypomniano film „Irena do domu”. Były też wesołe elementy. Podawano przykłady, jak oceniane są dowcipy w zależności, czy są o kobietach czy o mężczyznach.
Liczba kobiet w mediach w stosunku do liczby mężczyzn w latach 2014/2015 była jak 1:7. W mediach panuje przekonanie, że kobiet ekspertów nie ma. Kobiety są perfekcjonistkami, co utrudnia im pokazywanie się w mediach, ale za to podobno dominują w mediach społecznościowych. Uczestnicy debaty więcej się dowiedzieli o życiu panelistek i ich drodze zawodowej niż o ich roli w mediach. Była to raczej dyskusja, co robią lub mogą robić kobiety w mediach i jak to się zmienia z upływem lat, a nie jaka jest ich rola.

On i ona

Czy żona może być ważniejsza od męża? Czy on mógłby to znieść? Czy chęć dominacji tak powszechna wśród mężczyzn jest biologicznie uzasadniona i niezbędna im do życia? Odpowiedzi na to pytanie można szukać np. we wspomnianym już filmie „GRB” i w szwedzko-amerykańskim filmie „Żona”. W pierwszym filmie mąż wycofał się na drugi plan i stworzył żonie warunki do realizacji jej pasji. W drugim filmie układ mąż-żona jest całkowicie inny. Mam nadzieję, że następne pokolenia wypracują sprawiedliwe modele ona-on.
Fakt, że fałszywy, stereotypowy obraz kobiety blondynki nadal funkcjonuje, jest po części naszą winą – kobiety nie zawsze są solidarne. Potwierdzają to niektóre moje koleżanki seniorki. Dlatego zaskoczył mnie finał meksykańsko-amerykańskiego filmu „Roma”, w którym okazało się, że kobiety są silne i solidarne. Ten optymistyczny akcent zniwelował całe zło, które dzieje się w filmie.

Płeć mózgu

Temat płci mózgu jest kontrowersyjny, szczególnie dla feministek. Trzydzieści lat temu ukazał się polski przekład książki A. Moir, D. Jessel „Płeć mózgu”. Na okładce wydawca napisał m.in.: „Pewien mężczyzna, gdy badacze poprosili go, by okazał partnerce więcej uczucia, umył jej samochód”, „Kobiety widzą, słyszą i odczuwają więcej, a to co widzą, słyszą i odczuwają, więcej dla nich znaczy”.
Na jednych z warsztatów dla seniorek o asertywności dowiedziałam się, że prawdziwość eksperymentów opisanych w książce jest kwestionowana. To mnie skłoniło do poszukiwań w internecie innych materiałów o płci mózgu. Instytut Spraw Publicznych, Obserwatorium Równości Płci, opublikował pracę Marii M. Pawłowskiej: „Kobiece i męskie mózgi, czyli neuroseksizm w akcji i jego społeczne konsekwencje”. Autorka pisze m.in. o anatomicznych i funkcjonalnych różnicach pomiędzy mózgami kobiet i mężczyzn.
Sytuacja jest jeszcze bardziej skomplikowana, jeśli weźmiemy pod uwagę dwa archetypy: anima i anumus, rozważane przez Carla Gustava Junga, czyli kobiecy pierwiastek w psychice mężczyzny i męski u kobiet. Każdy z nas jest jednocześnie kobietą i mężczyzną, ale w różnych proporcjach.
Dobrze, że kobiety i mężczyźni nie są tacy sami. Chodzi tylko, żeby dać kobietom takie same prawa i szanse jak mężczyznom. Jeden ze znajomych napisał do mnie: „Kobiety przez lata nie miały praktycznie prawa do niczego, co jest bardzo smutne i nie do pojęcia. Dla mnie jakiekolwiek podziały ze względu na płeć, kolor skóry, cokolwiek są nie do przyjęcia. Człowiek to człowiek i już”.

fot. Mural we Wrocławiu z wizerunkiem Wandy Rutkiewicz “Kobiety wiedzą co robią”, fot. Krystyna Ziętak

źródło: Gazeta Senior, 02/2019

Przeczytaj również:

Sprawdź, zanim zagłosujesz (fact-checking)

Aktywność zawodowa opóźnia u kobiet demencję

Niewidzialne seniorki

Kategorie
Udostępnij