obrazy nie zostały wyświetlone
Wnuczek zdolny, ale leń. Felieton Andrzeja Wasilewskiego

Wnuczek zdolny, ale leń. Felieton Andrzeja Wasilewskiego

Andrzej Wasilewski

Dla dziadków i babć zwłaszcza, wnuczęta są „oczkiem w głowie”. Aczkolwiek nie zajmują się nimi na co dzień, tak dokładnie jak rodzice, to żyją wnukami jak fragmentem własnego życia, uosabiającym niezrealizowane marzenia, aspiracje i nadzieje prolongaty lepszej niż własna przyszłości. Przyszłości, do której wstępem jest dobra nauka w szkole. I tutaj niekiedy spotykamy zmartwienie: zdolny nieprzeciętnie, ale leń, proszę ja pana, leń zresztą też nieprzeciętny – ledwie na „czwórki” w szkole wyciąga.

Prawda tymczasem wydaje się nieco inna. Generalnie, bez względu na stopień uzdolnienia, uczniowie w cyklu dobowym pracują bardziej intensywnie niż wielu dorosłych (średnio 6 godzin w szkole plus droga do i ze szkoły, nauka w domu 2-3 godziny, a bywa, że i więcej). Nadto dzieci te niosą w sobie stres szkolny i stres klimatów domu rodzinnego, na co jeszcze nakładają się różne poczucia krzywdy i inne osobiste stresy emocjonalne. Przeciążenie jest więc znaczne i młody człowiek bardziej – jak się wydaje – potrzebuje wsparcia aniżeli presji (jeszcze! jeszcze!) czy dopingu groźbą, kpinami, przyganą, szyderstwem lub niewybrednymi epitetami („a czego mamy się spodziewać po tym ośle?!”).
Otóż ludzie o dużej inteligencji bez względu na to, czy mają lat dziesięć czy sześćdziesiąt, posiadają bardzo silną potrzebę wolności intelektualnej, działania i samorealizacji w kierunkach zgodnych z własnym nurtem umysłu. Tam osiągają sukcesy i inspiracje. W innych trudno im utrzymać skupienie na zadanym, nieciekawym problemie. Dlatego nie wytrzymują pracy lub życia w strukturach sztywnych, o unormowanym rytmie działania, zachowań i torów myślenia np. koszary, wojsko, policja, monotonna praca biurowa, czynności powtarzalne, jak praca w aptece, na taśmie produkcyjnej itp.
W szkole postrzegani są jako leniwi, których stać na więcej, ale im się nie chce, bo wolą zajmować się czyś innym niż schematyczny tok lekcyjny. Faktycznie, odpycha ich i nudzi encyklopedyczność oraz teoretyczność przekazywanej tam wiedzy w formach dydaktycznych preferujących bierną rejestrację. Uczniowie tacy nie są w stanie np. nauczyć się języka obcego przez „wkuwanie” formułek gramatycznych, ale błyskawicznie i w formach w zasadzie poprawnych opanowują go sytuacyjnie. Szybciej od innych rozwiązują zadania, w których widzą sens i zastosowania praktyczne, natomiast mimo nalegań, a nawet kar trudno ich zmusić do intelektualnego zaangażowania się w to, co uważają za bezproduktywną sztukę dla sztuki. To nie jest forma oporu. Po prostu – nie są w stanie.

Polskie wkuwanie

Poziom ich aktywności intelektualnej i wysokości lotu wyobraźnią zależy od poczucia komfortu psychicznego w postaci wolności wyboru. Wolne moce umysłowe (a potencjał ich jest duży) angażują chętnie w to, co sami uważają za sensowne i prędko stają się wręcz ekspertami w dziedzinach, w które się angażują. Ponieważ polski model szkolny nie inspiruje do samorozwoju, a raczej do „wkuwania” (dla odróżnienia: model amerykański edukuje przez wspólne rozwiązywanie problemów) uczeń, o którym mówimy, staje na dramatycznym rozdrożu i sam sobie wynajduje pola głębszych zainteresowań. Tym sposobem staje się osobą górującą nad rówieśnikami dość rozległą erudycją. Na poziomie wyższych klas szkolnych dostrzega, jakie ma braki z tego powodu, że nie uczył się gruntownie (w przeciwieństwie do „kujonów”), bo „rozumiał” i „na ocenę” zawsze był w stanie wybrnąć. Wówczas było to wystarczające, teraz – już nie, a co gorsza, są luki w wiedzy. Jakoś jednak tę szkołę kończą, ale nie tak dobrze, jak zapowiadało się w latach wcześniejszych. Rodzice przyjmują to różnie, dziadkowie są sfrustrowani w zawiedzionych nadziejach ambicjonalnych.

Nieszablonowi i błyskotliwi

W dorosłym życiu ludzie ci szybko wybijają się w pracy na wyższe stanowiska – jednakże nie dzięki mrówczej pracy (to nie ich styl), lecz dzięki błyskotliwości umysłu, nieszablonowym pomysłom, szybszemu niż inni wyławianiu istoty problemu, formułowaniu rozwiązań nowatorskich, osiąganiu efektów sprawnej organizacji. Zaskakują szefów. Przyciągają uwagę wyższych przełożonych, a przez to ukrywaną nieprzychylność przełożonego bezpośredniego, który albo będzie „podstawiał nogę”, albo zadba o jak najszybszy awans konkurencyjnego podwładnego, żeby się go pozbyć.
W życiu towarzyskim są lubiani, podziwiani i traktowani z sympatią, ale przyjaciół mają niewielu, ponieważ bardziej budzą respekt niż dążenie do zacieśnienia bliskości towarzyskiej. Ponieważ nazbyt odróżniają się poziomem ujmowania zjawisk w rozmowach towarzyskich, ocen, refleksji, sprawiają wrażenie „wywyższających się”. Docierające czasem do nich zaoczne opinie tego rodzaju wprawiają ich w zdumienie i rozgoryczenie jako fałszywe, niezgodne z rzeczywistością. Mimo aktywnego życia towarzyskiego często towarzyszy im poczucie intelektualnego osamotnienia.

Potrzebne wsparcie!

Tak więc dziecko, a później dorosły człowiek o inteligencji jeszcze nie wybitnej, ale już ponadprzeciętnej, zwany potocznie „zdolnym leniem”, nie ma tak łatwego życia, jakby się mogło wydawać. Jako dzieci osiągają najpełniejszy i ukierunkowany rozwój, jeżeli mają rodziców potrafiących w sposób inspiracyjny (broń Boże dyrektywny) pokierować samodzielnością i głębią poszukiwań intelektualnych dziecka. Dziadkowie naszego pokolenia wydają się być mniej predystynowanymi do uczestnictwa w wielu sferach rzeczywistości wnuków, bowiem wnukowie nasi żyją w innej rzeczywistości edukacyjnej, informacyjnej i wyobrażeniowej, realiach nieco innej odsłony świata. Dziadkowie jednak zawsze będą niezastąpieni we wsparciach uczuciowych, emocjonalnych i relacjach międzyludzkich, a to jest dla młodego człowieka bardzo, bardzo ważne.

Lubisz czytać felietony Andrzeja Wasilewskiego? Przeczytaj, jak kiedyś sobie radziliśmy:

To już nie ta trawa…Felieton Andrzeja Wasilewskiego

Rozwody seniorów – po co, dlaczego i z czyjej winy?

Oddech dla zdrowia i życia. Ćwiczenia na aktywizację oddechową w domu

Kategorie
Udostępnij