Kobiecość jest w modzie

Kobiecość jest w modzie

- Zespół Happy Ladies powstał roku 2012, czyli Europejskim Roku Aktywności Osób Starszych i Solidarności Międzypokoleniowej. Zainspirował mnie występ Lubelskich Czaderek, które miałam okazję podziwiać podczas konferencji w Warszawie. Pomyślałam, że warto by było coś takiego zrobić u nas, w Lesznie. Zadzwoniłam do znajomej trenerki, przedstawiłam jej mój pomysł i zaproponowałam prowadzenie takiej grupy cheerleaderek 50+. Najpierw zaczęła się śmiać, a później w słuchawce zapanowała długa cisza. Wreszcie powiedziała, że spróbuje się podjąć tego wyzwania – o zespole Happy Ladies opowiada pani Barbara Mroczkowska – założycielka, członkini i szefowa zespołu cheerleaderek 50+.

Ewelina Kodzis: Jak na pomysł utworzenia zespołu Happy Ladies zareagowały potencjalne cheerleaderki?
Barbara Mroczkowska: Część z pań, które przyszły na casting, zrezygnowała. Niektóre uważały, że to nie jest odpowiednie zajęcie dla osób w ich wieku, inne bały się reakcji swoich najbliższych. Te, które zostały, mają do siebie duży dystans, mnóstwo energii i chętnie angażują się w nowe aktywności.

E.K.: Te osoby, które zrezygnowały, mogą teraz żałować. W ciągu dwóch lat istnienia dosłownie zawładnęły Panie sercami publiczności.
B.M.: Z czasem zespół zaczął zdobywać coraz większe uznanie i cieszyć się rosnącą sympatią społeczną. Efekty naszych starań również były widoczne: zaczęłyśmy jeździć na różne występy, pokazy, uroczystości. Rok temu podczas Mistrzostw Polski Cheerleaders w Lesznie zdobyłyśmy pierwsze miejsce w kategorii 50+. Od tego momentu trenujemy już dwa razy w tygodniu – zawsze pod okiem pani Małgorzaty Piaseckiej. W tym roku podczas Mistrzostw Polski Cheerleaders w Łochowie zdobyłyśmy drugie miejsce i zakwalifikowałyśmy się do Mistrzostw Europy Cheerleaders 2014. W lipcu jedziemy do Manchesteru! Przygotowania już trwają, chcemy zaprezentować nową choreografię, szukamy też sponsorów. Pokażemy, jak potrafią tańczyć kobiety 50+.

E.K.: Treningi dwa razy w tygodniu, występy, wyjazdy, konkursy – to wszystko brzmi bardzo profesjonalnie i musi być czasochłonne. A co z czasem dla mężów, dzieci, wnuków? Nikt nie jest zazdrosny?
B.M.: Podczas Mistrzostw Polski Cheerleaders w Lesznie na widowni były nasze rodziny. Biły brawo, dopingowały, były owacje na stojąco. Mój syn podszedł do mnie po występie i powiedział, że jest ze mnie dumny. Widziałam, jak do moich koleżanek podbiegają ich najbliżsi, obejmują, składają gratulacje… To jest bardzo potrzebne, bo pozwala nam odczuć, że ze strony naszych rodzin mamy ogromne wsparcie.

E.K.: Z jakimi reakcjami na swoje występy spotykają się Happy Ladies?
B.M.: Zwykle z pozytywnymi. Podczas Ogólnopolskiego Turnieju Tańca Towarzyskiego o Grand Prix Polski i Grand Prix Prezydenta Miasta Leszna zgłosiła się do nas pani muzykolog, która zaoferowała, że przygotuje dla nas wyjątkową muzykę – taką, która nas porwie do tańca. To niezwykle miłe, że są ludzie, którzy chcą nam pomóc w tym, co robimy. Nasi mężowie przywożą i odbierają nas z występów. Mamy wsparcie rodzin, przyjaciół, publiczności. Władze Leszna zapewniają wsparcie finansowe. Budżet Miejskiego Ośrodka Kultury przy którym działamy jest taki, że możemy pozwolić sobie na wyjazdy. Tutaj trzeba zaznaczyć, że to nasze tańczenie niestety kosztuje. Same co miesiąc płacimy składki. Wydatki bywają duże – stroje, baletki, wyjazdy, ubezpieczenie, hotel, transport, wyżywienie…

E.K.: Co jest takiego magicznego w występowaniu przed publicznością?
B.M.: Kiedy wychodzimy na salę i słyszymy aplauz widowni, to daje nam niesamowitą energię, wręcz uskrzydla. Często jest tak, że gdy zaczynamy tańczyć, brawa są tak głośne, że zagłuszają muzykę. Zdarza się, że widownia nie chce nawet słyszeć o tym, że kończymy nasz występ… Dla nas to niesamowicie wzruszające chwile.

E.K.: A co ze stresem? Nie każdy jest oswojony z występowaniem na scenie.
B.M.: Stres jest zawsze, ale towarzyszy nam tylko do momentu wyjścia na scenę. Jednej kołacze serce, drugiej podnosi się ciśnienie, trzeciej trzęsą się ręce. Jednak kiedy słyszymy brawa, czujemy serdeczność bijącą od widowni – wówczas stres przestaje paraliżować i zaczyna działać mobilizująco, działa adrenalina. Po występie następuje całkowite rozluźnienie.

E.K.: Czego jeszcze, oprócz umiejętności radzenia sobie z tremą, wymaga taniec z pomponami? Z pewnością trzeba być sprawnym fizycznie…
B.M.: I trzeba umieć się ruszać! Taniec cheerleaderki wymaga energicznego wymachiwania rękami i nogami. Oprócz tego niezbędne są też dobra kondycja i samozaparcie, ale przede wszystkim liczy się pozytywne nastawienie.

E.K.: Czy można do Pań dołączyć?
B.M.: W tej chwili jest nas 18. Ja wszystkich serdecznie zapraszam do zespołu, ale dopiero jesienią, bo teraz ciężko pracujemy nad przygotowaniami do występu w Manchesterze. Nowych członkiń będziemy szukać od września, kiedy zaczniemy ćwiczyć nowy układ. Jest już kilka pań, które czekają na przyjęcie do Happy Ladies.

E.K.: Dlaczego warto tańczyć? Co daje bycie cheerleaderką?
B.M.: To jest coś niesamowitego i wspaniałego. Staramy się zachęcać wszystkie panie do spróbowania. Dzięki treningom widać duże zmiany w sylwetce, sposobie poruszania się, zbędne kilogramy spadają, zaczyna się chodzić z gracją… a przecież kobiecość jest w modzie niezależnie od wieku. Mamy czarno-srebrne sukienki, do tego zaproponowałam rajstopy kabaretki. Na występach zawsze jesteśmy wystrojone – fryzury, makijaże, dodatki, sztuczne rzęsy, lakier do włosów ze złotym brokatem. Jest kobieco i z pazurem. Występy umacniają poczucie własnej wartości, podnoszą pewność siebie. Samo wyjście do ludzi i to, jak nas odbierają – to jest tak niezwykłe, że ktoś, kto nigdy tego nie zaznał, nie zrozumie, o czym mówię.

Cheerleading (czyt. Czirliding z ang. przewodzenie dopingowaniu) – zorganizowane układy składające się z elementów gimnastyki, tańca i akrobacji wykonywane w celu kibicowania zespołom sportowym w czasie meczów. Cheerleading najpopularniejszy jest w USA, gdzie ta forma dopingu związana jest przede wszystkim z futbolem amerykańskim i z koszykówką.
Początki cheerleadingu datuje się na lata 80. XIX wieku. Choć obecnie szacuje się, że 97% osób zajmujących się cheerleadingiem w USA to kobiety, idea ta rozpoczęła się od zespołów męskich. Panie zaczęły brać udział w zorganizowanym dopingu w latach 20. XX wieku w związku z ograniczoną możliwością uprawiania odpowiednich dla nich sportów na uczelniach. W tym samym okresie do zorganizowanego kibicowania dołączono elementy gimnastyki i akrobacji.

Źródło: Czerwony Portfelik Senior, wydanie: Poznań maj-czerwiec 2014

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany