Żona to jest aksjomat

Pan Leon jest niemożliwie dowcipnym mężczyzną, Pani Ewa wciąż szczerze śmieje się z jego żartów. Trudno uwierzyć, że niedawno obchodzili 50. rocznicę ślubu. O recepcie na udany związek z liderami O-CAL-onych rozmawiała Linda Matus.

Ewa i Leon Rapaczowie

Benefis

Linda Matus: Zaczniemy może od końca, czyli od benefisu. Rozmawiamy w kilka tygodni po spotkaniu, jak dziś Państwo wspominają tę uroczystość?
Ewa Rapacz: Sam pomysł był nieziemski. Trzeba przyznać, że nie czuliśmy się na tyle ważni, by dożyć takiej chwili. A tu taka uroczystość, tyle osób nam bliskich i tych dalszych, które myślą podobnie do nas. Każdą osobę miałam ochotę przytulić do serca.
Linda Matus: Panie Leonie, a Pan? Pewnie, jak to mężczyzna, jest Pan bardziej oszczędny w wyrażaniu emocji?
Leon Rapacz: Po tym, jak kurz opadł, a muszę powiedzieć, że byłem mocno oszołomiony, to było to fajne przeżycie. Choć wydawało mi się absolutnie nieracjonalne, że fetujemy coś, co zawdzięczamy wyłącznie upływowi czasu. Ale teraz już wiem, że gdyby ktoś mi teraz powiedział, że benefis ma iść do poprawki i musimy go zrobić jeszcze raz, to zgodziłbym się. Wymiar tego jubileuszu jest mniej istotny, ważne, że on jest. Zostały z tego również sympatyczne drobiazgi. Gramy w scrabble i patrzymy na tę statuetkę.
Ewa: A gramy codziennie.
Leon: I patrzymy na tę statuetkę i szkatułkę z zapisanymi sentencjami.

Linda Matus: Chciałam zapytać o tę szkatułkę z sentencjami, to doskonały pomysł, który można dziś spotkać na różnych uroczystościach (przyp. red: uczestnikom benefisu rozdano małe karteczki, goście zapisywali na nich swoje wrażenie, wspomnienia, coś, co chcieli w związku z tą uroczystością przekazać bohaterom spotkania).
Ewa: Będziemy musieli jeszcze wrócić do Roberta i Joli, bo oni nie zdążyli nam ich napisać.
Leon: Póki jesteśmy w dobrej komitywie (śmiech).
Ewa: Za każdą taką karteczką stoi osoba i zdarzenie, które jest nam bliskie.
Leon: One są ponadczasowe. Do czytania tych karteczek można wrócić za 20 lat, jak jeszcze będziemy umieli czytać (śmiech).
Linda Matus: Ostrzegano mnie, że takie jubileusze różnie się kończą, często, gdy już emocje opadną, para potrafi się pokłócić, ale u Państwa było widać tę więź i pozytywne emocje. Kłócicie się czasem?
Ewa: Nie da się przejść tyle lat bez kłótni. Zdarza się nam ostrzejsza wymiana zdań, ale zaraz ze sobą rozmawiamy. Życiu towarzyszą różne emocje, czasem człowiek sam ze sobą nie wytrzymuje, a, niestety, najłatwiej wyładować się na najbliższych.
Leon: Do kłótni trzeba dwojga.

Wspólne życie i działalność

Linda Matus: Pomówmy o fenomenie wspólnego działania, to się bardzo rzadko zdarza. W środowisku senioralnym to kobiety wiodą prym, a panowie przyglądają się tej aktywności czasem z pobłażliwością, ale bywa, że i z niechęcią. Dla mnie Pan Leon jest bohaterem w tym domu.
Leon: Odniósłbym się do względów czysto demograficznych. Faktem jest, że kobiety żyją nieco dłużej, a wiek seniorów oscyluje wokół wieku, kiedy mężczyzn już po prostu nie ma. Stąd ten problem, że działających kobiet jest więcej.
Ewa: Prawda jest taka, że to zaczęło się już dawno, kiedy byliśmy młodzi i mieliśmy małe dzieci. Działaliśmy w zarządzie koła PTTK Ślężanie przy DOKP Wrocław. Wzorem była dla mnie koleżanka, która skupiała przy sobie właśnie małżeństwa. Organizowała pieczonego ziemniaka. Ten pomysł przyniosła ze swojego poprzedniego zakładu pracy. Każdy z nas miał tam swoje zadanie, jeden był od bigosu, drugi od pościeli. W naszej grupie O-CAL-onych mamy aż trzy małżeństwa. Wcześniej Leon był mniej aktywny, bo praca mu na to nie pozwalała, więc wyjeżdżał rzadko, ale zawsze był bardzo pomocny, bo dużo lepiej niż ja orientował się w terenie.
Leon: Pamiętam, jak byliśmy na imprezie turystycznej w Gorcach na Turbaczu. Ewa prowadziła grupę i nagle szlak zginął, a musieliśmy dojść do Nowego Targu na pociąg. Niby prosta droga, ale szlaku nie ma. Staliśmy na rozdrożu i mieliśmy do wyboru cztery ścieżki… Ewa krzyknęła: Stójcie, ja się rozejrzę! Przy jednej z nich, a nie wiadomo skąd się to wzięło, leżała taka ścięta choineczka, a na niej wymalowany szklak.
Ewa: Pamiętam jak dziś: niebieski.
Leon: Nie było jednak pniaka. Ale Ewa stwierdziła, że musi gdzieś pasować, przecież pniaka nikt nie wydłubał. Chwyciła tę choinkę i z takim zacięciem przymierzała, tu nie, tu też nie. W pewnym miejscu nie do końca, ale kolor jej pasował, i tak doszliśmy. To był horror, bo zostało bardzo mało czasu do pociągu. Na szczęście spotkaliśmy znajomego, który podwiózł grupę autokarem.
Linda Matus: Środowisko senioralne to sporo kobiet. Czy nie boi się Pani zabierać Pana Leona do tego babińca?
Ewa: Mnie stary kolejarz uczył, jak się obchodzić z mężem. Dać pełną swobodę, ale w razie potrzeby pociągnąć. Ma pełną swobodę.
Leon: I ty tak robisz? (śmiech)
Ewa: To jest zupełnie inne życie, jak ta go pochwali, tamta go pochwali. Dzięki temu ma dobry humor i ja mam lepiej. Wcześniej oboje poświęcaliśmy pracy dużo energii i czasu, a mieliśmy zadania, które wiązały się z wyjazdami. I to ja przeważnie w środowisku męskim, a mąż w mieszanym. Musieliśmy mieć do sobie jakieś zaufanie.
Leon: A z tą smyczą…?
Linda Matus: Na Państwa jubileuszu usłyszałam z ust Pani Ewy piękną definicję zdrowego egoizmu: „Najpierw robimy coś dla siebie, a inni przy tej okazji z tego korzystają”. Nasi czytelnicy myślą pewnie, że aby działać społecznie, to trzeba się poświęcić. Ale te słowa rzucają trochę inne światło.
Leon: Jeżeli robi się to, co się lubi i w tym się człowiek zapamiętuje, to nie liczy się wysiłek, wręcz się go nie odczuwa.
Ewa: Nie ma znaczenia czas, wydatek. Robimy wiele rzeczy, należymy do dyskusyjnych klubów książki, organizuję czytanie wierszy. Zaprosiłam do tego Panie Niespodzianki, one się tak pięknie prezentują. Chcę, żeby to było takie nasze wspólne, aby wszyscy się włączyli. Bo kim my jesteśmy, takimi samymi ludźmi, jak ci, co nas słuchają.
Linda Matus: Czy nie tęskni Pan za chwilą wytchnienia przy takiej towarzyszce życia?
Leon: Nie tęsknię, choć może jest w tym trochę racji, że czasem człowiek potrzebuje trochę takiego wyhamowania. Ale my się jakoś rozumiemy bez słów.
Linda Matus: Podczas benefisu powiedział Pan takie zdanie: „Zastanawiać się, czy żona jest fajna, czy niefajna, to jest cokolwiek za późno”.
Leon: Żona to jest aksjomat. Gdyby nie była fajna, to nie byłaby żoną.

Dni Seniora

Linda Matus: Dni Seniora 2016. Jakie plany mają O-CAL-oni na zbliżającą się ósmą edycję?
Ewa: Terenowy Rajd na Dni Seniora to już chyba nasz szósty rajd. Jedna z naszych koleżanek prowadzi rokrocznie trasę rowerową, a drugą trasę nordic walking. Bohaterami tych rajdów są wrocławskie parki. Skąd taki pomysł? Te rajdy powstały z myślą o ludziach, którzy kiedyś wędrowali, a dziś już nie pojadą dalej, bo nie mają siły. Trasa jest krótka i lekka, ale towarzyszy temu atmosfera turystycznej wędrówki. Jak to na rajdzie organizujemy gry rekreacyjne. Postanowiłam, że będą to gry i zabawy naszego dzieciństwa, np. taradajka (to takie koło rowerowe bez opony prowadzone na specjalnie wygiętym przez Adama Orzechowskiego drucie) czy rzut beretem na odległość, wałkiem już nie. Rzutki tradycyjne i prosty konkurs turystyczny. Mam trochę duszę nauczycielki, zawsze opowiadam o parku kilka zdań, parę ciekawostek. Chcę, żeby każdy coś wyniósł z tego spotkania, żeby coś zapamiętał. Nagrody mamy dzięki Wrocławskiemu Centrum Seniora. Co roku też kupuję dwa grille i kto weźmie ze sobą kiełbaskę, może ją sobie upiec. To jest impreza otwarta, każdy może dołączyć.
W 2014 r szła z nami pani, która miała chyba z 90 lat. Nie doszła do mety, nie miała już siły, ale obeszła z nami cały Brochów.
W tym roku robimy również październikową zagadkę dla babci, wnuczka i dziadka. Będzie to coś w rodzaju gry miejskiej. Tu już będziemy chcieli, aby obowiązywały zapisy.

O starości

Linda Matus: Senior – co Państwo myślą o tym określeniu?
Ewa: To tak ma być. Senior czy starość to są normalne słowa. Wcale nie chciałabym być młodsza. Chętnie przechodziłam na emeryturę, bo miałam na nią pomysł, jeszcze nie będąc emerytką. Ale panowie, którzy mieli tylko tę pracę zawodową, to by chętnie i do setki pracowali.
Linda Matus: Jak starość była postrzegana za Państwa młodych lat?
Leon: Byliśmy wychowywani w kulcie szacunku do ludzi starszych. Może nie w wydaniu chińskim, ale siwy włos miał zadatek estymy wokół siebie. W tej chwili tego już nie ma.
Ewa: Ale czyja to wina?
Leon: Nie uciekam od odpowiedzialności, ale czasy są inne. Dawniej szacunkiem cieszyli się nauczyciele, księża, władza. Nie było przyjęte takich osób krytykować. Z czasem dzieci wymyśliły, że ten stary niekoniecznie jest mądry. I nabieranie lat nie zawsze oznacza nabieranie mądrości.
Linda Matus: Jak Państwo oceniają tę naszą zrelatywizowaną rzeczywistość?
Leon: Wszystko można, byle z ostrożna.
Ewa: Pamiętam, jak moja mama snuła opowieści o starych ludziach w naszym otoczeniu, podkreślała, że taki mądry, stary człowiek, a te dzieci… Budowało to poczucie odpowiedzialności za starszych ludzi. Nie sposób było powiedzieć, że np. nauczyciel jest niemądry. Daliby mi za „głupiego nauczyciela”! A po wojnie różnie bywało. Nauczyciele to były osoby po przejściach np. w obozach koncentracyjnych.
Leon: Dziś mamy do czynienia z takim zjawiskiem, zwłaszcza w środkach masowego przekazu, że tworzy się złą prasę dla osób starszych. Stary, który przestaje tworzyć wartości, jest niepotrzebny, a od takiego stwierdzenia jesteśmy o krok od teorii, które lansowano w obozach. Mam nadzieję, że nie wszyscy, którzy tworzą słowo pisane i mówione, tak myślą.
Ewa: Najgorsze w tym wszystkim są finanse, bo gdyby nie te pieniądze to myślę, że ci starzy tak bardzo by młodym nie przeszkadzali. Żyjemy dłużej, niż się wszyscy spodziewali. Jest to z pewnością trudna sytuacja.

źródło: Gazeta Senior Wrocław/Dolny Śląsk wrzesień-październik 2016


 

BENEFIS: Seminaria poświęcone działaniom senioralnym we Wrocławiu weszły do kanonu spotkań we Wrocławskim Centrum Seniora. 15 lipca odbyło się kolejne spotkanie. Pierwszą część poświęcono prezentacji dokonań Grupy „O-CAL-eni”, a w drugiej części benefisu świętowano 50-lecie małżeństwa Ewy i Leona Rapaczów – liderów grupy O-CAL-eni. Pan Robert Pawliszko, w imieniu Prezydenta Wrocławia, z okazji Złotych Godów wręczył parze list gratulacyjny i odznaczenia za wieloletnie pożycie małżeńskie. Ich urocza postawa i wyjątkowy staż małżeński sprowokował nas do zgłębienia zagadnienia, jak żyć długo i szczęśliwie.

Napisz komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany